Posts Tagged ‘wiara’

Refleksje…?

środa, Marzec 23rd, 2016

Zebrało mi się na refleksje – zapewne stąd, że nadchodzą święta Wielkiej Nocy, a jest to też doskonały czas na to, aby jednak poukładać wiele spraw w sobie, pozwolić sobie na „poszufladkowanie” tego, co należy zrobić…

Właściwie to ten felieton jest podyktowany Wami-Klientami, czyli osobami, które są mi bliskie. Nie sposób napisać inaczej, ukryć to-ten oto fakt. Jesteście dla mnie bardzo ważni i stale się uczę jak z Wami, też jako Ludźmi… obcować, rozmawiać, pracować, i jak do Was PRZEMAWIAĆ.

Często spotykamy się z opiniami różnych osób na nasz temat, a i my sami bywamy „ofiarami” plotek, nieporozumień, „nieścisłości”. Ja sama bywam bardzo często kompletnie nierozumiana – co już właściwie stanowi dla mnie codzienność. Jednak to, że to co robimy ma wpływ na innych, stale stanowi „bolączkę”, zmartwienie, stąd bycie uważnym – oto wyzwanie!

Samodoskonalenie? Tak, bo zmieniając siebie, zmieniamy innych. Powtarzam się …

Dzisiaj chciałam się podzielić z Wami różnego rodzaju refleksjami, jednak nie mam zamiaru się tłumaczyć z wszelkich niedomówień jakie urastały, urastają w około mojej osoby, z czym się mierzę coraz częściej…

Dla jednych wróżka jest czarownicą, dla innych przyjaciółką. To samo tyczy się wpisów na moim blogu, które są często odbierane wręcz na opak, co się ma również do faktów na temat mojego życia, czy też życia moich „bliższych i dalszych”.

Tak… widzimy to-co chcemy widzieć (lub też nie). Rozumiemy to-na co nam pozwala zmysł obserwacji, umysł, wyobraźnia. Słyszymy to-co chcemy usłyszeć (albo i nie), a najczęściej jednak zapominamy o tym, że wszyscy jesteśmy na tyle różni, że, aby móc zrozumieć innych, wpierw trzeba umieć zrozumieć samego siebie. Bywa, że prowokujemy, bywa, że jesteśmy prawdziwymi „my” – niczym na scenie teatru, scena za sceną, aż po spuszczenie kurtyny…

Powstaje zatem pytanie, czy jesteśmy faktycznie różni od siebie, czy jednak tacy sami? I właściwie… te ostatnie słowa są podyktowane wspaniałym filmem produkcji włoskiej, który szczerze oraz z całego swojego serca polecam (pt. „Ojciec Pio”). Polecam obejrzeć z wielką uwagą, spokojem, aby mogły się pojawić WASZE osobiste refleksje, WASZE prawdy…

Opinie? A niech opiniują-a my sami…?

Kończąc tą krótką „wzmiankę” posłużę się cytatem śp. Ojca Pio: „W życiu za wszystko się płaci, za dobro i za zło. Za wszystko.” Do przemyślenia? Do przemyślenia.

Wesołych świąt dla Wszystkich. Uściski.

Optymistycznie

środa, Luty 23rd, 2011

Skąd pomysł na taki felieton? A z racji tego, żeby nie było, że ze mnie taki straszny „czarnowidz”. Chciałam dzisiaj przytoczyć bardzo (jak dla mnie) optymistyczną historię, dotyczącą półrocznej znajomości z pewnym Klientem, którą też podczas wczorajszego wywiadu opowiedziałam redaktorce jednego z najbardziej znanych w Polsce miesięczników. Na jednym z portali na których pracuję, miałam przyjemność odbyć kiedyś rozmowę z pewnym młodym mężczyzną.

Ów mężczyzna, jak to bywa, bardzo i „na śmierć” się zakochał. „Wybranka” okazała się jednak być osobą kompletnie nim nie zainteresowaną. Klient nie miał jednak „zielonego pojęcia” dlaczego, ponieważ nigdy mu tego nie wyjaśniła, ani nie powiedziała, skąd u niej aż taka wobec niego niechęć. Mój Klient jednak z założenia i od początku naszych rozmów być „święcie przekonany”, że w końcu ją w sobie rozkocha, ona zwróci na niego uwagę i, że faktycznie będą razem.

Ułożył sobie w głowie nawet plan jak do tego ma dojść, jednak „wybranka” już była mniej chętna ku realizacji jego zamiarów… aby nie mówić, że „odcinała” się od „natręta” na wszelkie sposoby. On jednak miał pełną wizję ich przyszłości: jakiego koloru będą mieć dom, jak będzie wyglądała ich pierwsza randka, gdzie ją zaprosi, a nawet ile i jakiej płci będą ich dzieci. Od samego początku naszych rozmów, miałam co do ich wspólnej przyszłości ogromne wątpliwości. Karty były na „nie”, tylko Gwiazda „łudziła” nadzieją. Gwiazda „łudziła”, ale mężczyzna się nie poddawał. Wpadłam zatem na pomysł, aby znaleźć jakieś podpowiedzi w kartach na temat tego, co powinien w ten sytuacji zrobić.

„Z zasady” rzadko piszę lub mówię Klientom, że powinni się poddać. Można, ale dopiero, gdy wszelkie środki „zawiodą”. Nie mam tutaj jednak na myśli sytuacji, gdzie ktoś kogoś „nęka i dręczy”. Nie w tym rzecz. Szukaliśmy zatem wspólnie rozwiązań. Jak i czym ją zainteresować, jak do niej „podejść”… Może i wyglądało to z boku, niczym „ujarzmianie lwa”, ale patrząc na tą osobę i jej stosunek wobec owego mężczyzny, trudno było liczyć nawet na najdrobniejszy sukces. W każdym jednak rozkładzie, stale i ponownie, wręcz „natrętnie”, pojawiała się karta Gwiazdy. Ów mężczyzna, wykorzystał wszystkie moje porady, „wdrażał” je w życie niezłomnie, ani przez chwilę nie przestawając również wierzyć w to, że „wybranka” w końcu ulegnie i się co do niego przekona.

Sytuacja wyglądała tak, że nie chciała nawet się z nim spotkać, a z czasem wyszło na jaw również to, że fizycznie też jej w ogóle nie interesuje i nie „pociąga”. Przez te pół roku czasu, często myślałam sobie, że może faktycznie „nabijam chłopaka w butelkę”. Nie potrzebnie „sieję” nadzieję, a intuicja mnie „zawodzi”. Myliłam się jednak. Jakiś czas temu, po bardzo długim okresie ciszy ze strony tego mężczyzny, dostałam od niego wiadomość. Okazało się, że jego „miłość” się odezwała i w końcu zgodziła spotkać, a na obecny czas (trochę już go upłynęło) są bardzo szczęśliwą parą i myślą (pomimo bardzo młodego wieku) o wspólnej przyszłości.

Podsumowań i puenty jednak nie będzie. Pragnę zaznaczyć, że nie mam tutaj na celu podkreślania swojej intuicji, czy też tego, że jestem „dobra w tym co robię”, ale raczej tego, że bardzo wiele zależy od nas i naszych chęci oraz jakże często… „niezłomności”. Niemożliwe często staje się możliwym i to nie za sprawą „cudów” (w które niejako nie wierzę), ale właśnie naszej wiary i samozaparcia.