Posts Tagged ‘rytuał’

Rytuały

środa, Sierpień 14th, 2013

Wpis powstał nie tyle na Państwa prośbę, co z racji Państwa stale powtarzających się pytań o to, na czym polegają rytuały. Ja mogę jedynie napisać parę słów o tym, w jaki sposób ja je wykonuję, czy może inaczej, czym według mnie jest rytuał.

Zacznę zatem od początku, od tego, że do wykonania rytuału, należy posiadać energię. Nie mam tutaj na myśli „pozytywnej energii”, która jest tak często nagłaśniania przez media w przeróżny sposób. To nie jest „bycie pozytywną osobą”, czy też optymizm. Tutaj mowa o czymś zupełnie innym. Mam na myśli to, że osoba wykonująca rytuał, powinna być na tyle silną osobą, „naładowaną” energią, że musi mieć co przekazać stronie potrzebującej.

Osobiście zajmuję się wykonywaniem różnych rytuałów od kilku dobrych lat. Są to głównie rytuały na uczucia, bo to jednak dalej temat przodujący, aczkolwiek coraz częściej prosicie mnie Państwo również o rytuały na polepszenie sytuacji finansowej. Rzadziej, o dziwo, na poprawę zdrowia, problemy zdrowotne.

Rytuały które ja wykonuję, są „specyficzne”. Jak niejednokrotnie wspominałam, przez lata praktykowałam medytację w szkole buddyzmu tybetańskiego, stąd też moja „technika” opiera się w dużym stopniu właśnie o tą filozofię. Aczkolwiek, głównie oczywiście o mój umysł, bo to w nim jest źródło, z którego staram się uzyskać to, o co mnie Państwo prosicie. Zatem dochodzę do sedna już w tym momencie, że to umysł jest tym, co jest w stanie sprawić oczekiwany efekt. Umysł warunkuje taką możliwość, bo to nigdy nie jest żaden „pewnik”, nawet, jeśli osoba wykonująca posiada wszystkie „składniki”, umiejętności, aby byś skuteczną.

Trzeba zatem zawsze brać pod uwagę również to, że rytuał może się nie powieść. Tak jak wszystko w naszym życiu, tak i tutaj zdarzają się porażki.

Nigdy nie wykonuję rytuałów, kiedy jestem zmęczona. Każde pojedyncze wykonanie „kosztuje” mnie na tyle dużo energii, że często potrzebuję wręcz natychmiast wyjść „przewietrzyć się”, czy też zakończyć pracę. W tym momencie trochę się odsłaniam przed Państwem z moją prywatnością, ale sądzę, że tymi słowami jestem Wam w stanie po prostu ukazać to, jak wiele energii, siły, a tym samym zdrowia to „kosztuje”.

Do każdego wykonania rytuału podchodzę rzetelnie, o czym chyba nie powinnam w ogóle pisać, bo to jest wręcz oczywiste, ale piszę o tym z racji tego, żebyście zdali sobie Państwo niejednokrotnie sprawę, dlaczego danego dnia odmawiam, czy przenoszę wykonanie rytuału na inny dzień. Tutaj powodem nie jest nawet brak czasu. Muszę być po prostu w pełni „sprawna”, zdrowa, czuć się dobrze. Tak, dokładnie, tutaj mowa również o moich siłach psychicznych, bo to głównie one są „źródłem mocy”. Umysł…

Rytuały, które wykonuję, robię zawsze na odległość. Bliskość innej osoby mnie rozprasza, bywa również, że denerwuje, a tym samym zakłóca efekt. Do wykonania rytuału potrzebuję dobrego zdrowia, samopoczucia, spokojnego umysłu, ale również pełnej koncentracji, stąd też umiejętność medytacji, którą praktykowałam przez długie lata, okazała się być bardzo potrzebna.

Czy mogę odmówić wykonania rytuału? Tak, jeśli uznam intencję za złą, negatywną, czy też osoba prosząca mnie o wykonanie rytuału, wyda mi się, mojej intuicji, osobą, z którą nie powinnam mieć „do czynienia” energetycznie.

Czym jest ochrona i oczyszczanie energetyczne?

czwartek, Lipiec 21st, 2011

Wielokrotnie dostaję tego typu pytania. Czym jest to, czym się zajmuję? Na jakiej zasadzie to działa, funkcjonuje? Jak niejednokrotnie wspominałam, przez lata praktykowałam buddyzm. Obecnie, to co z niego wzięłam, „przejęłam”, nie jest już w żaden sposób sformalizowane. Tkwi i jest nieodłącznym elementem mojego serca oraz codzienności. Moja fascynacja tą kulturą, nie była tylko chwilową przygodą.

Trwa od wielu lat i do dzisiaj, nie jest mi ani trochę obojętna. Mam również codzienną styczność z nią, kiedy robię dla Klientów rzuty Tybetańską Wyrocznią MO lub spotykam się z elementem tego typu dywinacji, podczas oglądania filmów o tematyce buddyjskiej. Ochrona energetyczna jaką ja się zajmuję, jest na pewno w porównaniu do koleżanek/kolegów po fachu, czymś zupełnie innym. Oczywiście, używam świecy, ale jak dla mnie, nie jest ona żadną koniecznością. Pozwala mi się raczej lepiej skoncentrować i jest też dobrym elementem ku temu, aby zerwać „nitkę energetyczną”. Nie używam jej jednak zawsze. Nie odczuwam takowej potrzeby.

Wiele osób, które zajmują się oczyszczaniem energetycznym, czy też ochroną, używa do tego poza świecą, również białej szałwii. Biała szałwia była przede wszystkim wykorzystywana przez Indian Navajo, podczas tego typu rytuałów. Według ich zdania, odpędza ona „złe duchy”, uspokaja umysł i ma wyjątkowe działanie oczyszczające. Czasem jej używam, ale najczęściej jednak, specjalnych oraz bardzo rzadkich kadzideł pochodzących z Nepalu i Tybetu. Tutaj jednak cała ta „otoczka”, czyli świeca, kadzidło, nie jest jednak tym, co „przegania” to, z czym mam zamiar się… rozprawić. To tylko właśnie „otoczka” i tak należy do tego podchodzić, tak to traktować.

Najważniejsza jest zatem… modlitwa, to co mówię, wyrażam, to co na poziomie energetycznym (nie mam na myśli słów, formułki) staram się zrobić w tym temacie. Temacie pomocy. Do tego typu rytuałów, nie należy podchodzić bez współczucia, czyli też często z chęcią wyrządzenia komuś krzywdy. Wychodzę zatem z założenia (i nie jest to żadną tajemnicą dla osób, które mnie znają lub ze mną współpracują), że tylko osoba, która ma w sobie wiele współczucia i chce szczerze pomóc, potrafi faktycznie czemuś zaradzić, pomóc komuś. Nie mam jednak na myśli tego, że dajemy się wykorzystywać w „imię dobra”.

Cały zatem rytuał (którego całkowity przebieg, jest tak naprawdę moją głęboką tajemnicą), nie polega na tym, aby zapalić świeczkę, pomachać kadzidełkiem i poprosić „aniołów” o pomoc, pisząc ironicznie… Jego znaczenie, jest o wiele głębsze. „Modlitwa” nie jest tylko „sztywną formułką”, ale wyrazem współczucia, chęci pomocy oraz wyrazem najlepszych z intencji, jakie można posiadać. Wszelaki rytuał, nie może być traktowany tylko i wyłącznie jako coś zewnętrznego. On musi posiadać „głębszy przekaz”. Nie może też być robiony byle jak, nieudolnie, przynajmniej jak dla mnie: im więcej zaangażowania w to, co się robi, tym lepszy efekt.

Czasem dostaję pytania od Klientów w stylu: „Czy chrześcijanin, może skorzystać z Pani pomocy?”. Moja odpowiedź brzmi zawsze: „Tak.”. Dlaczego? A dlaczego wyraz szczerej chęci pomocy komuś i umiejętności w tym kierunku, miałyby komukolwiek zaszkodzić? Czy tutaj nie chodzi po prostu o to, aby „głodnego nakarmić” i o ile to możliwe, też wesprzeć psychicznie? Rytuały działają, chociaż wiele osób zastanawia się często na jakiej zasadzie. Na jakiej? Nie wiem. Prąd przepływa kablami, działa, oświetla mieszkanie, a jednak go nie widać? Może to kiepskie podsuwanie mojego felietonu, ale uważam, że jeśli ktoś jest faktycznie w trudnej sytuacji, warto próbować wszystkiego. Robić to, co możliwe i w zasięgu możliwości.