Posts Tagged ‘karty’

Te wszelkie „subtelności”

czwartek, Luty 17th, 2011

Często się zastanawiam, na ile moje interpretacje kart są zgodne z tym, co faktycznie jest słuszne i zgodne z moją osobą, i postrzeganiem sytuacji. Klientka pyta o uczucia partnera, a w kartach na ten temat „na oko”, nie widać praktycznie nic, same karty mieczy (znający Tarota wiedzą co to oznacza: konflikty i często również… dystans). Moja odpowiedź mogłaby zatem brzmieć: „Pani partner podchodzi do Pani „głową”, a nie sercem…”. Co Klientka zrozumiałaby zapewne w taki sposób, że: „Jest mu Pani totalnie obojętna”. Sprawa jednak ma „podwójne dno”. Co innego opis, czy też podejście stricte książkowe, a co innego właśnie to, czym się od lat zajmuję, czyli: „odczuwaniem” kart.

Te moje „czytanie” kart, często porównuję do tropienia, do pracy detektywa, który nie może i nie powinien pominąć żadnego z pozornych drobiazgów. Odpowiadam zatem Klientce zgodnie z moją prawdą: „Pani partner potrafiłby pokazywać swoje uczucia, ponieważ praktycznie każdy posiada taką zdolność. Dla niego jednak ważniejsze są inne wartości, inne też wartości ceni. Gdyby mógł oraz chciał, na pewno potrafiłby mówić o uczuciach i o tym co faktycznie do Pani czuje”.

Na ten moment i patrząc na jego osobowość, mogę powiedzieć, że po prostu wiele w sobie dobrowolnie tłumi oraz „dusi.”. Myślę, że Klientkę o wiele bardziej potrafi zaspokoić odpowiedź tego typu, aniżeli: „Uczuć, droga Pani, brak”. Tak naprawdę… zawsze są jakieś uczucia. Czy to podniecenie, czy też złość, zatem zawsze się w człowieku coś dzieje i „kotłuje”. Oczywiście, że bardzo pięknie się czyta, gdy ktoś nas kocha i jest to tak „namacalne”, że nawet moja słowa nie muszą tego podkreślać. Wiadomo, zawsze są wątpliwości i stąd też, drodzy Państwo, korzystacie z naszej pomocy.

Często mówię swoim Klientom, że wróżka bywa „zaspokajaczem ciekawości” i tak też coraz częściej postrzegam swoją pracę. Zaspokajam czyjąś ciekawość, upewniam, „rozwiewam” wątpliwości, jednak co ważne… ja również i jak każdy człowiek, mogę się mylić. Nikt z nas nie jest nieomylny i wszelkie pretensje związane z tym, że „przecież tak miało być” są bardzo niesłuszne. To my cały czas, wszelkimi decyzjami i itd., wpływami na nasze życie. Nie ma czegoś takiego jak „pewnik”, czy wyrocznia.

Pewna (i proszę odebrać to jako czarny humor) jest tylko… śmierć. Z drugiej strony: należałoby się raczej cieszyć, że żadna „tragedia” się nie zmaterializowała. Nie „sztuką” jest zatem mówić, czy pisać komuś to, co jest „czarne na białym” i wręcz oczywiste, chociaż to też bywa bardzo cenne, gdy upewnia kogoś w czymś i następuje totalne odprężenie… „Sztuką” jest powiedzieć to, co ma faktycznie „głębszy” sens i pozwoli zrozumieć drugą osobę bardziej i lepiej. Również i zarazem… na przyszłość.