Posts Tagged ‘karma’

Świadomość każdej chwili

środa, Kwiecień 23rd, 2014

Słowa tytułujące felieton zostały w mojej pamięci, nie tylko za sprawą fenomenalnej książki mistrza buddyjskiego Rinpocze Dzigme, ale też te słowa pojawiają się bardzo często w moim umyśle, ot tak, za dnia, nagle.

Jak dobrze Państwo zapewne wiecie, przez lata praktykowałam buddyzm. Zaczęłam od szkoły Bon, jednak zakończyłam swoją około 5-letnią naukę w szkole Karma Kagyu. Odstąpiłam od spotkań, nie ślubowania oraz nauk. Buddyzm jest we mnie, jest częścią mnie, stał się częścią mojego charakteru, chociaż raczej zdecydowanie na odwrót – to ja byłam odkąd pamiętam osobą, która „wyznawała” zasady buddyjskie. Jak dla mnie buddyzm zawsze był „jakimi rzeczy są” i wcale nie odwołuję się do słów mojego byłego nauczyciela buddyjskiego Lama Ole Nydahl’a. Buddyzm przedstawia rzeczywistość „obdartą ze skóry”…

Moje umiejętności „przyszły ze mną” od dziecka, a i może nawet we wschodnich genach. Moja mama była świadkiem mojej wieloletniej bezsenności, stale powtarzających się snów, koszmarów, które zamanifestowały się, i dalej manifestują w moim życiu. Taka, z takimi umiejętnościami, już się zapewne urodziłam. Z proroczeniem i jasnowidzeniem, gdzie samo wróżenie jest pochodną, nie substratem.

Karty trafiły do moich rąk przez przypadek i za sprawą przypadku uświadomiłam sobie tylko mocniej oraz potężniej, co potrafię. Oczywiście „odkąd pamiętam” to co mówiłam, spełniało się. Działo. Wyczuwałam ludzi oraz sytuacje bezbłędnie, ale też w związku z tym… wybierałam samotność. Nie chcę tutaj szanowni Czytelnicy przeciwstawiać wobec siebie, aczkolwiek moje osobiste zdanie jest takie, że nie tyle jest więcej złych ludzi, co więcej tych, co nie wiedzą co czynią…

Czas sprawia, że moje umiejętności nie tylko się rozwijają, co nabywam nowe. Pomagam stale. Czy potrafię, potrafiłabym prawdziwie szkodzić? Zdecydowanie tak, gdybym chciała. Czy panuje nad swoimi „mocami” w pełni? Nie, aczkolwiek wierzę w karmę, w to, że wszystko wraca… Moje „moce” często działają na poczet mojej osoby, dla mnie, za mną – czego nie zawsze jestem świadoma, a dowiaduję się przez przypadek ku mojemu zaskoczeniu.

Moim największym nauczycielem, a może raczej osobą, która mi przypomina stale o samej sobie, i stanie umysłu był oraz jest mistrz duchowy śp. Anthony de Mello. Miałam przyjemność poznać odrobinę jego brata.

Jak nie trudno się zorientować, przekładam i zawsze przekładałam duchowość nad materializm. Cytując inspirującego mistrza sztuk walki Bruce’a Lee: „Jeśli tra­cisz pieniądze, nic nie tra­cisz. Jeśli tra­cisz zdro­wie, coś tra­cisz. Jeśli tra­cisz spokój, tra­cisz wszystko.” Ten sam uczył szacunku dla drugiego człowieka.

Jednym z wielu moich nauczycieli był i jest również instruktor starorosyjskiej sztuki walki Systemy, Vadim Starov. Bezdotykowej sztuki walki. Faworyzujący intuicję. Ten, zapewne już mniej Wam znany, zainspirował mnie do napisania tego felietonu.

Sztuki walki uczą nie tylko samoobrony, co też koncentracji, opanowania, a i pokazują „prosto w twarz” nasze słabości.

Sama miałam być nauczycielką języka polskiego, potem jogi, a zostałam tym czym jestem obecnie, i w wielu formach. Uważam, że wybrałam właściwie. Aczkolwiek nie odeszłam jednak od idei bycia nauczycielem.

Powracając, ów mężczyzna, Vadim, przypomniał mi o tym, czym jest umysł. Umysł i jego potęga, za pomocą którego możemy nawet… powalić bez ciosu. Przekładam siłę psychiczną nad fizyczną, chociaż ich związek ze sobą jest niezaprzeczalny.

Ale nie o tym chciałam pisać, ale o chwili, która wydarza się stale, a która może odmienić wręcz wszystko. Jednym z moich mott życiowych jest to, że „każda chwila jest szansą, by coś zmienić”. Są to słowa, które tylko z pozoru brzmią banalnie, a tak naprawdę niosą w sobie taką samą potęgę jak prezentowany przez Vadima „cios”. Niby nic się nie dzieje, a tak naprawdę zmienia się wszystko.

Kontrolując teraźniejszość, kontrolujemy przyszłość. Dostrzegając mamy szansę zapobiec.

Zmieniając siebie za sprawą kolejnej chwili, zmienicie swoje życie. Jeśli wykorzystacie każdy moment na przemyślenie swojego kolejnego słowa, kroku, zamiaru, podejścia do drugiej osoby – rozważnie i z dystansem – zmienicie całe swoje przyszłe życie, a i innych, zarazem. Każdy moment ma naprawdę ogromne znaczenie, ale nie liczcie na to, że będziecie w stanie kiedykolwiek kontrolować wszystko i wszystkich…

Proszę, pomedytujecie nad tymi słowami choćby przez chwilę. Medytacja uświadomi Wam nie tyle fakt, że wszystko stale się zmienia, ale też uzmysłowi wielkość każdej chwili, każdego drobiazgu. A przecież z drobiazgów składa się nasze życie. Warto je zatem szanować, cenić, a przede wszystkim dostrzegać.

Koło fortuny

poniedziałek, Wrzesień 6th, 2010

Koło fortuny (10), to ruch, zmiana, punkt zwrotny. Koło fortuny „zwiastuje” moment, który nie będzie spodziewanym, ale na pewno takim, który faktycznie będzie miał szansę wiele w naszym życiu zmienić. Często postrzegany jest również jako „traf losowy”, który może być postrzegany wręcz jako… „wygrana w totolotka”. „Wyroki losu” bywają różne, ale ta karta zawsze potwierdza jedno jak i drugie. Tą dwubiegunowość. Ta karta wręcz „niesie” ze sobą pozytywne przesłanie, że po gorszym czasie, nastąpi i lepszy.

Charakter: Zmienny, niepewny, bez żadnej „stałej”.

Związki/miłość: Często ta karta jest postrzegana w rozkładzie jako wizja związku karmicznego. Jak dla mnie, jest to za wiele powiedziane, ale na pewno jest pewną „wizją” tego, że konkretna relacja ma swoje… szanse, swoje okazje, które mogą mieć „głębsze” znaczenie, jeśli tylko spojrzymy na to wszystko pod innym kątem. Nie wnikałabym jednak w tą „karmiczność”, a po prostu cieszyła się tymi szansami, jakie „niesie” ze sobą życie.

Praca: To moment, któremu należy się baczniej przyjrzeć. Może warto jest otworzyć się na „nowe” lub dokonać zmian w swoim życiu zawodowym.

Sytuacja/inne: Przeznaczenie, karma, wygrana.

Na obrazku: karta „Koło fortuny” z talii Sharman Caselli Tarot (źródło: taroteca.multiply.com)