Archive for Wrzesień, 2011

Wróżby dla… dojrzałych

środa, Wrzesień 7th, 2011

Temat felietonu, myślę, że bardzo adekwatny wobec tego, co chciałam Państwu przekazać. Nie mam w zamiarze napisać tego, że osoba, która wróży/prognozuje (jak kto woli), jest kimś kto ma prawo oceniać, czy też być absolutnym autorytetem dla kogokolwiek. Wychodzę z założenia, (czego nawiasem mówiąc nauczył mnie… buddyzm), że najważniejsze jest własne doświadczenie. Na nic nam dobre słowa, czy porady, jeśli nie próbujemy „wdrożyć” ich w życie i spróbować „na własnej skórze”, czy działają i jak funkcjonują „w praniu”. Mam pełną świadomość, że wielokrotnie moje porady, były zapewne odrzucane, bez nawet jakiejkolwiek próby sprawdzenia, czy mają sens.

Temat wróżb postanowiłam podjąć, z racji moich ostatnich rozmów z Klientami. Zapewne się powtarzam, ale bardzo często zaznaczam, że do wróżb należy podchodzić ze sporą dozą dystansu. Nie wierzę w żadne „pewniki”, chociaż jedną z najbardziej uniwersalnych metod, która faktycznie potrafi określić, czy coś się wydarzy, czy też nie, jest jak dla mnie: wróżba kością MO. Ta metoda jest bardzo konkretna, ale przy tego typu wróżbie, trzeba mimo wszystko wiele czasu jednak „pomedytować”. Nic „na szybko”. Wracając jednak do rozmów z Klientami, to zazwyczaj staram się uświadomić Klientów, że wróżba jest czymś, co pozwala nam zajrzeć w… teoretyczną przyszłość. Dlaczego teoretyczną? Ponieważ tym, co „tu i teraz”, tworzymy nasze jutro. Nie inaczej.

Trzeba mieć jednak stałą świadomość tego, że w daną kwestię, często jest zaangażowanych kilka osób, a do tego istnieje coś takiego jak: wydarzenia losowe. W Tarocie, bardzo często takie właśnie „niespodziewane wpływy”, pokazują się w karcie Koło fortuny. Dla mnie ta karta, to trochę taki… chochlik, który potrafi niejednokrotnie odwrócić bieg rzeczy albo wtoczyć coś na niespodziewany tor… Czasem się zdarza, że Klienci nie rozumieją tego, że wróżka nie jest bogiem, ale myślę, że nie będę się powtarzała. Wróżka nie jest bogiem, a raczej osobą, która pomaga zobaczyć ewentualną przyszłość. „Prognozę”, w którą można na miarę możliwości oraz chęci, zainterweniować.

Bywa, że Klient jest zaskoczony tym, że wróżka mówi przyjemne jak i mniej przyjemne rzeczy. Przecież po to przychodzi się do wróżki, aby usłyszeć prawdę? Oczywiście, że jej również zdarzają się pomyłki, zatem ja osobiście, nie z racji opcji pomyłki, ale raczej z racji „powagi sytuacji”, pewnych tematów, nie podejmuję się. Są nimi: ciężkie choroby, gry losowe, ciąża, śmierć, zaginięcia… Wielokrotnie i wręcz codziennie słyszę lub czytam prośby o to, abym jednak tym tematem, zajęła się. W ramach wyjątku… Tych wyjątków (pisząc żartobliwie), byłoby już, drodzy Państwo, zapewne setki…

Nie zajmuję się tym tematem dlatego, ponieważ uważam, że od tego, czy kobieta jest w ciąży lub ktoś ciężko choruje, jest lekarz. Od zaginięć jest policja lub ewentualnie (jak kto woli), jasnowidz. Jak zaznaczono w jednym z wywiadów: to nie jest kwestia braku umiejętności, ale raczej mojego sumienia i moim zdaniem, słusznego podejścia do problemu. Do wróżb należy i trzeba, podchodzić z dystansem. Wróżka pomoże wskazać drogę, jak to się mówi. Wróżka pomoże „nakierować”, zaspokoić ciekawość, ale absolutnie nie rozwiąże wszystkich problemów.

Jak to niedawno przeczytałam u jednej z moich bliższych koleżanek „po fachu”: życie nie poukłada się w błyskawicznym tempie. Tym bardziej, jeśli przez całe życie usilnie „pracowaliśmy” nad tym, aby w żadnej z dziedzin życia, nie panował spokój, a raczej chaos i zamęt… Tak, uważam, że wróżby są dla osób dojrzałych emocjonalnie. Takich, które potrafią wziąć odpowiedzialność za swoje życie oraz czyny, jak również uświadomić sobie, że nie zawsze mają rację, a często nie pozwalają sami sobie zobaczyć i uświadomić sobie, wielu ważnych rzeczy.

Wielokrotnie mogą też się w swoich osądach mylić, tym bardziej, jeśli w „grę” i ocenę sytuacji wchodzą, jakże często mylne emocje. Dobra w swoim fachu wróżka, potrafi wyjść „poza nie” i pokazać prawdziwy obraz sytuacji. Przecież chyba o to chodzi, aby nie żyć złudzeniami, a raczej mieć świadomość tego co się dzieje w około nas i co/kto nam „wyprawia”. Gorzka to czasem pigułka, ale w mojej opinii, konieczna.