Archive for Lipiec, 2011

Czym jest ochrona i oczyszczanie energetyczne?

czwartek, Lipiec 21st, 2011

Wielokrotnie dostaję tego typu pytania. Czym jest to, czym się zajmuję? Na jakiej zasadzie to działa, funkcjonuje? Jak niejednokrotnie wspominałam, przez lata praktykowałam buddyzm. Obecnie, to co z niego wzięłam, „przejęłam”, nie jest już w żaden sposób sformalizowane. Tkwi i jest nieodłącznym elementem mojego serca oraz codzienności. Moja fascynacja tą kulturą, nie była tylko chwilową przygodą.

Trwa od wielu lat i do dzisiaj, nie jest mi ani trochę obojętna. Mam również codzienną styczność z nią, kiedy robię dla Klientów rzuty Tybetańską Wyrocznią MO lub spotykam się z elementem tego typu dywinacji, podczas oglądania filmów o tematyce buddyjskiej. Ochrona energetyczna jaką ja się zajmuję, jest na pewno w porównaniu do koleżanek/kolegów po fachu, czymś zupełnie innym. Oczywiście, używam świecy, ale jak dla mnie, nie jest ona żadną koniecznością. Pozwala mi się raczej lepiej skoncentrować i jest też dobrym elementem ku temu, aby zerwać „nitkę energetyczną”. Nie używam jej jednak zawsze. Nie odczuwam takowej potrzeby.

Wiele osób, które zajmują się oczyszczaniem energetycznym, czy też ochroną, używa do tego poza świecą, również białej szałwii. Biała szałwia była przede wszystkim wykorzystywana przez Indian Navajo, podczas tego typu rytuałów. Według ich zdania, odpędza ona „złe duchy”, uspokaja umysł i ma wyjątkowe działanie oczyszczające. Czasem jej używam, ale najczęściej jednak, specjalnych oraz bardzo rzadkich kadzideł pochodzących z Nepalu i Tybetu. Tutaj jednak cała ta „otoczka”, czyli świeca, kadzidło, nie jest jednak tym, co „przegania” to, z czym mam zamiar się… rozprawić. To tylko właśnie „otoczka” i tak należy do tego podchodzić, tak to traktować.

Najważniejsza jest zatem… modlitwa, to co mówię, wyrażam, to co na poziomie energetycznym (nie mam na myśli słów, formułki) staram się zrobić w tym temacie. Temacie pomocy. Do tego typu rytuałów, nie należy podchodzić bez współczucia, czyli też często z chęcią wyrządzenia komuś krzywdy. Wychodzę zatem z założenia (i nie jest to żadną tajemnicą dla osób, które mnie znają lub ze mną współpracują), że tylko osoba, która ma w sobie wiele współczucia i chce szczerze pomóc, potrafi faktycznie czemuś zaradzić, pomóc komuś. Nie mam jednak na myśli tego, że dajemy się wykorzystywać w „imię dobra”.

Cały zatem rytuał (którego całkowity przebieg, jest tak naprawdę moją głęboką tajemnicą), nie polega na tym, aby zapalić świeczkę, pomachać kadzidełkiem i poprosić „aniołów” o pomoc, pisząc ironicznie… Jego znaczenie, jest o wiele głębsze. „Modlitwa” nie jest tylko „sztywną formułką”, ale wyrazem współczucia, chęci pomocy oraz wyrazem najlepszych z intencji, jakie można posiadać. Wszelaki rytuał, nie może być traktowany tylko i wyłącznie jako coś zewnętrznego. On musi posiadać „głębszy przekaz”. Nie może też być robiony byle jak, nieudolnie, przynajmniej jak dla mnie: im więcej zaangażowania w to, co się robi, tym lepszy efekt.

Czasem dostaję pytania od Klientów w stylu: „Czy chrześcijanin, może skorzystać z Pani pomocy?”. Moja odpowiedź brzmi zawsze: „Tak.”. Dlaczego? A dlaczego wyraz szczerej chęci pomocy komuś i umiejętności w tym kierunku, miałyby komukolwiek zaszkodzić? Czy tutaj nie chodzi po prostu o to, aby „głodnego nakarmić” i o ile to możliwe, też wesprzeć psychicznie? Rytuały działają, chociaż wiele osób zastanawia się często na jakiej zasadzie. Na jakiej? Nie wiem. Prąd przepływa kablami, działa, oświetla mieszkanie, a jednak go nie widać? Może to kiepskie podsuwanie mojego felietonu, ale uważam, że jeśli ktoś jest faktycznie w trudnej sytuacji, warto próbować wszystkiego. Robić to, co możliwe i w zasięgu możliwości.