Archive for the ‘Pomoc’ Category

Oceniając w milczeniu…

piątek, Styczeń 1st, 2016

Najtrudniej jest zacząć słowami, które miałyby Was zainteresować. Wiem jednak, że jest wiele osób, które czekają na to co napiszę, przeleję na tego bloga – nie powielonego cudzymi cytatami, czy zdjęciami pod którymi mogę się jedynie podpisać, czy je przypomnieć – co raczej jesteście ciekawi po prostu MNIE. Tego kim faktycznie jestem.

Nie mogę Wam napisać jednoznacznie kim, czy lub też czym jestem, w co wierzę, bo stale siebie poznaję. Mogę jedynie przelewać tutaj to, czego się nauczyłam, co się zmieniło, czy też co odkryłam w samej sobie… O wiele łatwiej jest mi powiedzieć lub napisać to, czego nie chcę, nie życzę sobie, czy też jakie wartości uznaję „odkąd pamiętam”.

I tutaj byłabym nudna, bo zawsze ceniłam najbardziej wartości rodzinne oraz duchowe. Te zawsze zawsze przedkładałam nad całą resztę nie stąd, że tak wypada-pod publikę, ale stąd, że temu poświęcam najwięcej czasu, uwagi, a przede wszystkim miłości.

Tak, zdecydowanie da się kochać przedmioty, zjawiska oraz pojęcia. Uważam, że właśnie miłość do tego co nienamacalne ma nie tylko wzniosły wyraz, ale i stanowi o tym, czy, te zjawiska naprawdę są, jaka jest wartość…

Dzisiaj chciałam napisać kilka słów na temat oceniania. Nie jestem ideałem, o czym lubię przypominać stąd, że czasem ktoś potrafi zarzucić mi to czy też skłonności do manipulowania, narcyzmu. Niestety, chcąc nie chcąc, każdy z nas posiada cząstkę wszystkiego. Dobrego jak i złego. Życie jest na tyle długie – bo nie krótkie – właśnie stąd, by móc stale doskonalić siebie, i umieć dojść do tego co potocznie nazywamy „szczęściem”. Stąd też, pozwalam wszystkim na ocenę mnie, kogoś kogo ja sama nie poznałam, pomimo faktu, że znam siebie najdłużej. Proszę bardzo, ale na brak szacunku, „policzek”, często zareaguję w identyczny sposób. Tak, jest to troszkę cząstka ironii w której się „lubuję” od zawsze, ale nie sposób nie napisać, że najwięcej mają do powiedzenia ci, co najmniej wiedzą, czy rozumieją. Poza tym, wybieram ironię, aniżeli bycie po prostu chamskim. Tego ostatniego staram się unikać niczym wroga.

Oceniamy wedle swojego umysłu, czyli tego kim my sami jesteśmy. Nie da rady być obiektywnym, chyba, że poznaliśmy wszelkie szczegóły oraz szczególiki, czy też doszliśmy do takiego poziomu intuicyjnego, że naprawdę wiemy z czym mamy do czynienia. To niewątpliwie bardzo rzadkie zjawisko. Uważam, że istnieje, co jednak nie zmienia faktu, że ocena bywa najczęściej niewspółmierna.

W mojej, tej, pracy bardzo ważna jest odwrotność dezinformacji. Czyli po prostu stałe informowanie, bycie prawdziwym oraz szczerym, gdzie jednak umiejętność empatii wydaje się być czasem najważniejsza. Wychodzę z założenia, że lepiej jest powiedzieć coś, co podlega pod rozsądek, aniżeli coś, czego nie jest się pewnym, a może zbulwersować. Tak, bardzo często wybieram to, co logiczne, a nie to, co jest niepewne w swojej formie „okraszając” owe stwierdzenie odrobiną sympatii, czy żartem.

Aby jednak nie było za filozoficznie, to uważam, że aby móc cokolwiek prawdziwie zrozumieć, potrzeba nie tylko czasu, ale i uświadomienia, że czasem nie pozna się tego do końca. Trzeba wiedzieć kiedy odpuścić, dać sobie spokój, czy po prostu racjonalnie ocenić swoje możliwości. Czasem zdać się na pozytywny przypadek, czy odmianę okoliczności. I to dotyczy głównie tego, co najtrudniejsze w naszym życiu.

W swoim dość krótkim życiu stawiam na jakość nad ilość. Nie oceniam Was takim stwierdzeniem, raczej uważam, że każdy wybiera to, co pasuje do niego. Ładnie to ujął na którymś z wykładów Lama Ole Nydahl (nauczyciel buddyzmu), że nie powinno się spędzać czasu z tymi osobami, z którymi nie mamy ochoty. Krótko i na temat. To nie jest żaden chory egoizm – raczej zdrowy, bo tak naprawdę masochizmem jest katowanie siebie tym, co jest nam niemiłe. Oczywiście, możemy pracować nad sobą, starać się być elastycznym, tolerancyjnym, poświęcać siebie, gdzie w rezultacie najczęściej spotykamy opór, czy gorzej, świadomość, że straciliśmy czas.

Wasze pytania do mnie są coraz częściej właśnie takie: filozoficzne. Zastanawiacie się nad sensem swojego życia, związku, czy wyboru pracy. Zauważam coś pięknego, że coraz częściej odchodzimy od spraw materialnych właśnie stąd, że wraz z ich wzrostem, bliskim zasięgiem, posiadając-rozumiemy, że nie tutaj LEŻY SZCZĘŚCIE. Stąd odwołujemy się do duchowości, psychologii, ezoteryki, stąd, że zaczynamy dostrzegać, iż tutaj odnajdujemy najwięcej „medytacji”, czyli spokoju, oddechu, przystani.

Tak, bardzo łatwo jest oceniać nie znając, ale też my sami jesteśmy wciąż nie odkryci dla samych siebie, stąd pomyślcie, jak ktoś obcy może nas poznać lepiej, aniżeli my sami? Wręcz awykonalne, gdzie jednak te „złote przypadki” muszą mieć wedle „zasady reguły” swoje miejsce.

Ja sama też stale ewoluuję. Lubię narzucać sobie stały ruch oraz zmiany, tak by móc płynąć, tym samym rozwijać się…

Zgodzę się z tym, że oceniać jest łatwo, trudniej zrozumieć, ale bardzo często mówi tak ktoś, kto nie pojmuje, że już właśnie został zrozumiany … Po prostu czasem ma się potrzebę po tym całym „rozgryzieniu” odejść w milczeniu, wybrać milczenie, grzeczność, czy oficjalność. Bo niby najwięcej milczą ci, którzy najwięcej wiedzą? Czy się zgadzam z tymi słowami? Nie, ponieważ wszystko i każdego stale rozważam pod kątem indywiduum. Nie uznaję tzw. ogólników.

Ja? Wybieram rozmowę oraz słowa po to, by móc przekazać to, czego doświadczyłam, co uważam za sensowne, a nie po to, aby „zabić” krytyką. Przy czym wręcz psychopatycznie nie tracę optymizmu oraz wiary. Ot tyle.

Na koniec, w ramach „reklamy” chciałam jeszcze dodać, że pojawiły się u mnie „newsy” w Cenniku. Jest to nie tylko opcja zabiegu energetycznego, ale również oczyszczenia drzewa genealogicznego. Ta ostatnia na prośbę stałej Klientki (dziękuję za sugestię).

Zmieniam się nie tylko dla samej siebie, ale głównie dla zaspokojenia Waszych pragnień oraz potrzeb. Wszystkiego dobrego, moi Drodzy.

O tym, co prawdziwe

piątek, Listopad 14th, 2014

Poznając mnie i moją pracę, częstokroć zadajecie sobie lub mi pytania… wątpiąc. Jestem o tym przekonana. Co jest prawdziwe, autentyczne, wychodzące poza schemat domniemań, przypuszczenia? Czyż nie jest tak, że wszystko jest zmienną, a jedynie doświadczenie i czas stanowi dowód?

Każdy z nas miewa lepsze oraz gorsze dni. „Tym” samym jest również wróżbita. Częstokroć przytłoczony multum obowiązków, ludzkich narzekań, czy też spraw oraz problemów osobistych – gdzie zawsze jak tylko może – stara się stanąć na wysokości zadania. Stara się pomóc jak tylko potrafi.

Nie tylko w ezoteryce istnieje zjawisko wymiany. Te sławetne „coś za coś” nie jest żadnym bezsensownym porzekadłem, czy wymówką ku temu, aby np. skorzystać. Nigdy nie może być tak, że jedna ze stron czuje się poszkodowana, czy wykorzystana. Aczkolwiek bardzo często jest tak, że rozumiemy siebie na opak. Albo nie rozumiemy wcale – gdzie wszystko niczym bumerang wcześniej czy później powróci…

Dzisiaj jest dzień w którym warto zastanowić się nad wartościami. Tymi najważniejszymi. Postarajmy się wyjść poza utarte, poza schematy, poza nabyte, udawane, czy znane. Co dla Ciebie/mnie stanowi o tym co najważniejsze?

Lubię głaskać zwierzęta, wąchać róże, długo spać.

Aby… nie było za filozoficznie, moi Drodzy, a co ostatnio bardzo sobie cenię oraz szanuję: zadajcie sobie pytanie właśnie na tą chwilę, po co żyjecie, co jest dla Was tym-co najważniejsze?

Noc spadających gwiazd, ta wczorajsza, stanowiła dla mnie nie tylko punkt odniesienia dla refleksji, co jednak taki „cichy moment” w którym mogłam ustanowić sama ze sobą swoje osobiste priorytety.

Każdy człowiek uczy, choćby najtrudniejszy. Każda rozmowa jest lekcją, choćby pozornie bez sensu, czy też nudna.

Jeśli miałabym napisać o tym co jest dla mnie prawdziwe, to po latach pracy z Klientem, po latach wysłuchiwania i zatrzymywania tylko dla siebie tych Waszych unikatowych historii – mogłabym śmiało napisać, że liczy się tylko to, co autentyczne. Cała reszta stanowi zabawę, „pożywkę” dla umysłu, czy kamuflaż. Grę słów, sugestie, pouczenie, gdzie to co prawdziwe skrywa się wyłącznie w naszym JA. Do którego dostęp mamy tylko MY, no i może jeszcze ten, który potrafi „czytać” drugą osobę…

Sztuką życia jest umieć odróżnić grę pozorów od tego co autentyczne. Zabawę od prawdziwych intencji, czy dostrzec w zabawie to, co prawdziwe, co ma stanowić lekcję lub pouczenie. Gdzie w sercu prawda, a często głucha cisza. Gdzie trzeba nauczyć się to puszczać, iść dalej, stale z głową do góry – ale nie „w chmurach”.

Nie proszę Was o to, abyście właśnie dzisiaj się zastanowili nad tym, co dla Was najważniejsze. Każdy moment powinien stanowić te małe „dzisiaj”, zatem i czas na nie tylko refleksje, ale stałe zapytania o to: „po co”, i „czy warto”.

Wybaczcie mi filozoficzny ton owego felietonu, aczkolwiek jest podyktowany chwilą, i uśmiechem na twarzy. Co też (chyba) nadaje mu jednak jakiejś wartości.

Wspomóż…

niedziela, Lipiec 6th, 2014

Długo myślałam nad tytułem dzisiejszego krótkiego felietonu, ale uznałam, że taki tytuł będzie najbardziej właściwy. Nie będę dzisiaj pisała o pomocy wprost, ale wspomaganiu, które często jest umniejszane, traktowane niczym coś mało znaczącego. Jako coś znikomej wartości.

Do napisania felietonu zainspirowało mnie dzisiejsze wydarzenie. Mianowicie, pomogłam złapać Pani z Fundacji „Szara Przystań”, słodkiego, czarnego kotka. Kotek pomieszkiwał sobie w piwnicy, przy ulicy, koło sklepu „Żabka”. Na szczęście, oswojony ludzką dobrą energią –  pozwolił sobie pomóc.

Kotek został nazwany jednak „po mojemu”, wabi się Batman.

I tutaj moje słowa, moja prośba do Was, drodzy Czytelnicy: jeśli jesteście w stanie pomóc Fundacji „Szara Przystań”, proszę, zróbcie to. Ogłoszenie o kotku, który szuka dobrego domu, znajdzie się niedługo na stronie Fundacji, na www.facebook.com. Praktycznie to samo tyczy się „Stowarzyszenia Pomocy Królikom”, które dzielnie reklamuję już od dłuższego okresu czasu.

Puchate serduszka czekają na pomoc.

Nie zwracam się koniecznie z prośbą o wpłatę pieniędzy na konto Fundacji, równie dobrze może być to jedzenie, leki, cokolwiek. Zwierzęta chorują tak jak my, ludzie. Oczywiście ich leczenie wygląda inaczej, zdecydowanie delikatniej, ale to żywe istoty – też cierpią. Wiem, jestem w pełni świadoma tego, że jest to „kropla w morzu” pomocy, jakiej oczekują od nas inni, ale w moim mniemaniu, lepiej wykonać krok do przodu, aniżeli tylko ku sobie, lub do tyłu…

Swego czasu stale wystawiałam charytatywne aukcje „allegro” dla osób chorych, na poczet Fundacji, zwierząt. Cieszyły się ogromną popularnością, wręcz znikały w mgnieniu oka, ale jak się okazało, były niezgodne z Regulaminem serwisu, stąd też zaprzestałam wystawiania takich aukcji. Wielka szkoda. Jednak dzięki Uczestniczącym w nich, zebrała się naprawdę spora suma. Zebrało się sporo pomocy dla Potrzebujących, za którą szczerze dziękujemy.

Bywają ludzie bogaci materialne, ale niezwykle ubodzy duchowo…

Obecne czasy sprawiają, że coraz częściej nachylam się po pierwsze w stronę zwierząt, a nie ludzi. Znajduję w nich więcej „dobrego”, co nie jest tylko moją smutną refleksją.

Uważam jednak, że dawanie nie sprawia, że biedniejmy, a stajemy się właśnie bogatsi. Nasze serce rośnie, a przynajmniej powinno, a my sami wzbogacamy siebie o dobre wrażenia, pozytywne uczucia. Zatem, jednak stajemy się bogatsi. Pełniejsi.

Często „podłączam” się pod różne akcje społeczne, publiczne, charytatywne. Wspomagam finansowo. Osobiście jednak faworyzuję koty – chyba głównie za ich „miękkość”, indywidualizm, urok, i króliki właściwie za to samo. Natomiast w życiu zawodowym faworyzuję zdrowie – zapewne z racji osobistych doświadczeń, i jednak stałej walki o zdrowie… Tak to już jest, że często nie cenimy czegoś do momentu utraty, ani też nie doceniamy właściwie w momencie posiadania.

Często też wydaje nam się, że nasz gest, słowo, czy drobny podarunek – nie znaczy nic. Nie jest to prawdą. Zresztą, słusznym przykładem są słowa „kocham Cię”, które zmieniają przecież tak wiele. Często… wręcz wszystko. Zatem, ponawiam to, o czym częstokroć, nawet do znudzenia wspominam – czyńcie drobne gesty, cieszcie się każdym drobiazgiem, doceniajcie cudze starania. Jakkolwiek wyglądają i w jakiejkolwiek zostały przekazane, ale gdy są prawdziwe, to mają taką samą wartość.

Życie naprawdę jest bankietem, na którym większość umiera z głodu.