Archive for the ‘Zioła’ Category

Czas na ziołolecznictwo…

poniedziałek, Styczeń 20th, 2014

Właściwie odkąd pamiętam zawsze przebywałam wśród ziół. Jako dziecko uwielbiałam spędzać czas wśród natury… oczywiście samotnie. Była to głównie łąka, potem las, ale zawsze towarzyszył mi zapach kwiatów, chociaż teraz jako dorosła kobieta wiem, że te domniemane kwiatki, to były właśnie zioła.

Dziurawiec, krwawnik na łące, a mięta i melisa na ogródku… tak wspominam swoje smutne, chorowite dzieciństwo. Wszystkie choroby były leczone przez moją mamę „zielarkę”, która pomogła sama sobie przy bardzo poważnych chorobach, czym też nieświadomie „zarażała” mnie od dzieciństwa. Wychodzenie z choroby bez udziału chemii – tego mnie uczyła od maleńkiej dziewczynki, tym też posługuję się od lat w swoim życiu, kiedy nastają nawet najtrudniejsze dolegliwości…

Ziołami zastępuję herbatę.

U mnie w domu przeziębienie było leczone naparem z lipy, sokiem z czarnego bzu. Wszelkie niespokojne noce naparem z melisy, chmielu.

Nie wszystkie jednak „nauki” płynęły z jej ust, a właściwie z racji mojej nieposkromionej ciekawości, nauczyłam się czym dokładnie jest moc ziół jak i przyrody. Bukiety, które znosiłam jej do domu, okazywały się być ziołami, szkoda było je wyrzucać, łatwiej i sensowniej… zasuszać.

Obecnie zasuszam je w miarę możliwości oraz czasu. Gotowych, również przygotowanych przeze mnie mieszanek, posiadam multum.

Uwielbiam słodki zapach lipy, która niby taka pospolita, ale jak mało które drzewo potrafi ukoić nerwy, wyciszyć cały organizm, doprowadzić do harmonii, pozwolić na zdrowy, spokojny sen. Małe, drobne, fioletowe kwiatuszki tuż przy lesie, to jakże pospolita macierzanka. Kiedy tylko mam wolną chwilę, spędzam czas wśród wiatru, przyrody. W zimne październikowe wieczory jest idealnym dodatkiem do mocno rozgrzewającej kąpieli.

Można śmiało napisać, że zioła są swego rodzaju koniecznym dodatkiem. Dodatkiem do życia, do mandali jaką jest życie – nieodłącznym dodatkiem. My ludzie „uciekamy” od przyrody, zwracamy się w stronę szeroko pojętej „materii”, fundując sobie z każdym dniem jedno: powolną utratę energii, wręcz powolną śmierć, przynajmniej energetyczną – ponieważ odwracamy się od tego, z czego powstaliśmy. Coraz mniej i mniej nas w samych sobie…

Dziurawiec na depresję, krwawnik na choroby kobiece, mięta na niestrawność, melisa na uspokojenie, głóg na chore serce… Prawie każdy z nas zna te proste oraz tanie sposoby na zdrowsze życie. Ja jednak uważam, że prawdziwa moc ziół tkwi w ich mieszaniu ze sobą, co też robię, tworzę na własny użytek.

W takiej formie są niczym „kociołek czarownicy” – pełne magicznej mocy, mogące „zdziałać”, „wyczarować” wręcz wszystko!

Felieton ten motywuję tym, moi Drodzy Czytelnicy, że postanowiłam i ja wprowadzić tego typu usługę do swojego Cennika. Od dzisiaj możecie spróbować mieszanek ziół, które sama własnoręcznie przygotowuję, a i „okraszam” swoją mocą, energią, dedykacją i… sercem.