Refleksje…?

Marzec 23rd, 2016  / Autor: Wróżka Hanna

Zebrało mi się na refleksje – zapewne stąd, że nadchodzą święta Wielkiej Nocy, a jest to też doskonały czas na to, aby jednak poukładać wiele spraw w sobie, pozwolić sobie na „poszufladkowanie” tego, co należy zrobić…

Właściwie to ten felieton jest podyktowany Wami-Klientami, czyli osobami, które są mi bliskie. Nie sposób napisać inaczej, ukryć to-ten oto fakt. Jesteście dla mnie bardzo ważni i stale się uczę jak z Wami, też jako Ludźmi… obcować, rozmawiać, pracować, i jak do Was PRZEMAWIAĆ.

Często spotykamy się z opiniami różnych osób na nasz temat, a i my sami bywamy „ofiarami” plotek, nieporozumień, „nieścisłości”. Ja sama bywam bardzo często kompletnie nierozumiana – co już właściwie stanowi dla mnie codzienność. Jednak to, że to co robimy ma wpływ na innych, stale stanowi „bolączkę”, zmartwienie, stąd bycie uważnym – oto wyzwanie!

Samodoskonalenie? Tak, bo zmieniając siebie, zmieniamy innych. Powtarzam się …

Dzisiaj chciałam się podzielić z Wami różnego rodzaju refleksjami, jednak nie mam zamiaru się tłumaczyć z wszelkich niedomówień jakie urastały, urastają w około mojej osoby, z czym się mierzę coraz częściej…

Dla jednych wróżka jest czarownicą, dla innych przyjaciółką. To samo tyczy się wpisów na moim blogu, które są często odbierane wręcz na opak, co się ma również do faktów na temat mojego życia, czy też życia moich „bliższych i dalszych”.

Tak… widzimy to-co chcemy widzieć (lub też nie). Rozumiemy to-na co nam pozwala zmysł obserwacji, umysł, wyobraźnia. Słyszymy to-co chcemy usłyszeć (albo i nie), a najczęściej jednak zapominamy o tym, że wszyscy jesteśmy na tyle różni, że, aby móc zrozumieć innych, wpierw trzeba umieć zrozumieć samego siebie. Bywa, że prowokujemy, bywa, że jesteśmy prawdziwymi „my” – niczym na scenie teatru, scena za sceną, aż po spuszczenie kurtyny…

Powstaje zatem pytanie, czy jesteśmy faktycznie różni od siebie, czy jednak tacy sami? I właściwie… te ostatnie słowa są podyktowane wspaniałym filmem produkcji włoskiej, który szczerze oraz z całego swojego serca polecam (pt. „Ojciec Pio”). Polecam obejrzeć z wielką uwagą, spokojem, aby mogły się pojawić WASZE osobiste refleksje, WASZE prawdy…

Opinie? A niech opiniują-a my sami…?

Kończąc tą krótką „wzmiankę” posłużę się cytatem śp. Ojca Pio: „W życiu za wszystko się płaci, za dobro i za zło. Za wszystko.” Do przemyślenia? Do przemyślenia.

Wesołych świąt dla Wszystkich. Uściski.

Fortuna kołem się toczy…?

Luty 11th, 2016  / Autor: Wróżka Hanna

Wybrałam taki przewrotny tytuł stąd, że jakoś ta przewrotność w naszym ludzkim życiu jest czymś nagminnym. I już na wstępie chciałam zapytać Was czy też skłonić do zastanowienia się nad tym, czym jest dla Was FORTUNA?

Nie, wcale nie mam na myśli tylko jednego, czyli pieniędzy. Np. w Tarocie Koło fortuny ma wiele znaczeń. Zaczynając od tych podstawowych: jest to na pewno szczęście, wygrana, przeznaczenie, los, coś nieoczekiwanego. Można też spojrzeć na powyższe w zupełnie inny sposób. Taki, że wszystko to, co wydarza się w sposób nieoczekiwany jest swego rodzaju „podarunkiem”, i tylko od nas zależy jak potraktujemy dane wydarzenie.

Najczęściej tego nie zauważamy. Przechodzimy obok, czy wzruszamy ramionami. Przypadek. Tylko, że nie wszystkie „przypadki” są tylko tym…

I tutaj musiałabym się odwoływać do osób, które wierzą w reinkarnację, sytuacje, posiadające w sobie magię, czy takie, które jest trudno w jakikolwiek sposób wytłumaczyć. Jednak, czy to nie dzięki takim „zmiennościom” nasze życie jest nie tylko czarne-białe, a kolorowe?

Zdarzało mi się słyszeć słowa krytyki dotyczące kolorystyki mojej strony, stałych zmian, które wprowadzam, czy próby bycia neutralną, wręcz szarą… a ja drodzy Państwo staram się tylko trochę wtopić w to co powszechne, czy zmienić „pod” to, co bywa czasem nawet wymuszoną koniecznością. Czy próba dopasowania jest stratą swojej esencji? Nie sądzę.

Zawsze się znajdzie coś do krytyki, czy zrobienia przykrości, ale i zawsze znajdzie się coś, co wymaga nienagannej pochwały.

Wracając do tematu: zmiany są zapowiedzią rozwoju – czy zawsze? Obserwujcie swoje życie, ile w tym prawdy, a ile w tym pomyłki… Własne wnioski ponad wszystko. Co jest bardziej pewnego…?

Wróżka, czy jasnowidz są dla Was po to, aby pokazać Wam możliwości, opcje, czy też pokazać to, co jest najbardziej prawdopodobne. Za złe życie, za nieudane życie, najczęściej powinniśmy winić nikogo innego jak samego siebie. Bo to my jesteśmy Magami – kreatorami swojego własnego losu. Brzmi pompatycznie? Możliwe.

Nowy Rok powinien nastroić do zmian i jest tego typu okazją. Najlepsze zmiany są te, w których zaczynamy od siebie, bo zmieniając siebie, zmieniamy też innych, wydarzenia, codzienność…

„Jestem sobą – i nikim innym.”

I tak dla każdego ta wyżej wspominana FORTUNA jest czymś bardzo indywidualnym. Jednak, czy te już tak zakurzone wartości jak rodzina, codzienna filiżanka kawy, stary płaszcz, a nie nowy iphone, są tym, co należy traktować jako te… bezwartościowe? Czy właśnie nie w tym jest tajemnica radości, potem szczęścia, jeszcze później spełnienia?

Czasem pytacie mnie o miłość, martwicie się jej brakiem w relacji, czy związku. A co z miłością, która dotyczy tego, co codzienne, drobne, niedostrzegane? Miłość do psa, który jest z nami od lat, miłość do ulubionej książki, pomadki, pisarza… To tylko przykłady, ale czasami wystarczy spojrzeć na wszystko z innej perspektywy, by móc zrobić takie badanie. Dogłębne badanie rzeczy.

Czasem miłość można znaleźć w bardzo naprawdę nieoczekiwanych miejscach. I ludziach.

Dla mnie fortuna kołem się toczy właśnie w taki zmienny sposób. Smutna to prawda, a może tak wygląda rzeczywistość? I tutaj posłużę się cytatem z jednej z moich ulubionych książek „Noce i dnie”: „W życiu są noce i dnie, ale są i niedziele, te jednak zdarzają się rzadziej niż w kalendarzu.”

Ile w tym prawdy? To zależy od spojrzenia … od oka.

Wiele miłości życzę.

Noworoczne, spóźnione uściski. I ukłony.

Oceniając w milczeniu…

Styczeń 1st, 2016  / Autor: Wróżka Hanna

Najtrudniej jest zacząć słowami, które miałyby Was zainteresować. Wiem jednak, że jest wiele osób, które czekają na to co napiszę, przeleję na tego bloga – nie powielonego cudzymi cytatami, czy zdjęciami pod którymi mogę się jedynie podpisać, czy je przypomnieć – co raczej jesteście ciekawi po prostu MNIE. Tego kim faktycznie jestem.

Nie mogę Wam napisać jednoznacznie kim, czy lub też czym jestem, w co wierzę, bo stale siebie poznaję. Mogę jedynie przelewać tutaj to, czego się nauczyłam, co się zmieniło, czy też co odkryłam w samej sobie… O wiele łatwiej jest mi powiedzieć lub napisać to, czego nie chcę, nie życzę sobie, czy też jakie wartości uznaję „odkąd pamiętam”.

I tutaj byłabym nudna, bo zawsze ceniłam najbardziej wartości rodzinne oraz duchowe. Te zawsze zawsze przedkładałam nad całą resztę nie stąd, że tak wypada-pod publikę, ale stąd, że temu poświęcam najwięcej czasu, uwagi, a przede wszystkim miłości.

Tak, zdecydowanie da się kochać przedmioty, zjawiska oraz pojęcia. Uważam, że właśnie miłość do tego co nienamacalne ma nie tylko wzniosły wyraz, ale i stanowi o tym, czy, te zjawiska naprawdę są, jaka jest wartość…

Dzisiaj chciałam napisać kilka słów na temat oceniania. Nie jestem ideałem, o czym lubię przypominać stąd, że czasem ktoś potrafi zarzucić mi to czy też skłonności do manipulowania, narcyzmu. Niestety, chcąc nie chcąc, każdy z nas posiada cząstkę wszystkiego. Dobrego jak i złego. Życie jest na tyle długie – bo nie krótkie – właśnie stąd, by móc stale doskonalić siebie, i umieć dojść do tego co potocznie nazywamy „szczęściem”. Stąd też, pozwalam wszystkim na ocenę mnie, kogoś kogo ja sama nie poznałam, pomimo faktu, że znam siebie najdłużej. Proszę bardzo, ale na brak szacunku, „policzek”, często zareaguję w identyczny sposób. Tak, jest to troszkę cząstka ironii w której się „lubuję” od zawsze, ale nie sposób nie napisać, że najwięcej mają do powiedzenia ci, co najmniej wiedzą, czy rozumieją. Poza tym, wybieram ironię, aniżeli bycie po prostu chamskim. Tego ostatniego staram się unikać niczym wroga.

Oceniamy wedle swojego umysłu, czyli tego kim my sami jesteśmy. Nie da rady być obiektywnym, chyba, że poznaliśmy wszelkie szczegóły oraz szczególiki, czy też doszliśmy do takiego poziomu intuicyjnego, że naprawdę wiemy z czym mamy do czynienia. To niewątpliwie bardzo rzadkie zjawisko. Uważam, że istnieje, co jednak nie zmienia faktu, że ocena bywa najczęściej niewspółmierna.

W mojej, tej, pracy bardzo ważna jest odwrotność dezinformacji. Czyli po prostu stałe informowanie, bycie prawdziwym oraz szczerym, gdzie jednak umiejętność empatii wydaje się być czasem najważniejsza. Wychodzę z założenia, że lepiej jest powiedzieć coś, co podlega pod rozsądek, aniżeli coś, czego nie jest się pewnym, a może zbulwersować. Tak, bardzo często wybieram to, co logiczne, a nie to, co jest niepewne w swojej formie „okraszając” owe stwierdzenie odrobiną sympatii, czy żartem.

Aby jednak nie było za filozoficznie, to uważam, że aby móc cokolwiek prawdziwie zrozumieć, potrzeba nie tylko czasu, ale i uświadomienia, że czasem nie pozna się tego do końca. Trzeba wiedzieć kiedy odpuścić, dać sobie spokój, czy po prostu racjonalnie ocenić swoje możliwości. Czasem zdać się na pozytywny przypadek, czy odmianę okoliczności. I to dotyczy głównie tego, co najtrudniejsze w naszym życiu.

W swoim dość krótkim życiu stawiam na jakość nad ilość. Nie oceniam Was takim stwierdzeniem, raczej uważam, że każdy wybiera to, co pasuje do niego. Ładnie to ujął na którymś z wykładów Lama Ole Nydahl (nauczyciel buddyzmu), że nie powinno się spędzać czasu z tymi osobami, z którymi nie mamy ochoty. Krótko i na temat. To nie jest żaden chory egoizm – raczej zdrowy, bo tak naprawdę masochizmem jest katowanie siebie tym, co jest nam niemiłe. Oczywiście, możemy pracować nad sobą, starać się być elastycznym, tolerancyjnym, poświęcać siebie, gdzie w rezultacie najczęściej spotykamy opór, czy gorzej, świadomość, że straciliśmy czas.

Wasze pytania do mnie są coraz częściej właśnie takie: filozoficzne. Zastanawiacie się nad sensem swojego życia, związku, czy wyboru pracy. Zauważam coś pięknego, że coraz częściej odchodzimy od spraw materialnych właśnie stąd, że wraz z ich wzrostem, bliskim zasięgiem, posiadając-rozumiemy, że nie tutaj LEŻY SZCZĘŚCIE. Stąd odwołujemy się do duchowości, psychologii, ezoteryki, stąd, że zaczynamy dostrzegać, iż tutaj odnajdujemy najwięcej „medytacji”, czyli spokoju, oddechu, przystani.

Tak, bardzo łatwo jest oceniać nie znając, ale też my sami jesteśmy wciąż nie odkryci dla samych siebie, stąd pomyślcie, jak ktoś obcy może nas poznać lepiej, aniżeli my sami? Wręcz awykonalne, gdzie jednak te „złote przypadki” muszą mieć wedle „zasady reguły” swoje miejsce.

Ja sama też stale ewoluuję. Lubię narzucać sobie stały ruch oraz zmiany, tak by móc płynąć, tym samym rozwijać się…

Zgodzę się z tym, że oceniać jest łatwo, trudniej zrozumieć, ale bardzo często mówi tak ktoś, kto nie pojmuje, że już właśnie został zrozumiany … Po prostu czasem ma się potrzebę po tym całym „rozgryzieniu” odejść w milczeniu, wybrać milczenie, grzeczność, czy oficjalność. Bo niby najwięcej milczą ci, którzy najwięcej wiedzą? Czy się zgadzam z tymi słowami? Nie, ponieważ wszystko i każdego stale rozważam pod kątem indywiduum. Nie uznaję tzw. ogólników.

Ja? Wybieram rozmowę oraz słowa po to, by móc przekazać to, czego doświadczyłam, co uważam za sensowne, a nie po to, aby „zabić” krytyką. Przy czym wręcz psychopatycznie nie tracę optymizmu oraz wiary. Ot tyle.

Na koniec, w ramach „reklamy” chciałam jeszcze dodać, że pojawiły się u mnie „newsy” w Cenniku. Jest to nie tylko opcja zabiegu energetycznego, ale również oczyszczenia drzewa genealogicznego. Ta ostatnia na prośbę stałej Klientki (dziękuję za sugestię).

Zmieniam się nie tylko dla samej siebie, ale głównie dla zaspokojenia Waszych pragnień oraz potrzeb. Wszystkiego dobrego, moi Drodzy.

My-Żołnierze wyklęci

Lipiec 31st, 2015  / Autor: Wróżka Hanna

Jako, że obiecałam Państwu napisać parę słów o aromaterapii, stąd zacznę od tego właśnie tematu, nawet, jeśli dziwnie zaintrygował Was sam enigmatyczny tytuł tego wpisu, jakby nie pasujący do całej reszty…

Długo czekaliście zanim znalazłam wolną chwilę na to, aby napisać parę słów skierowanych do Was. Pozwoliła mi na to choroba (przeziębienie), którą przyjęłam jako pewnego rodzaju „podarunek”, ponieważ zmusiła mnie do zaniechania, zaprzestania, odpoczynku… jak i do napisania tego właśnie felietonu.

Doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że na nasze dobre samopoczucie wpływa multum czynników. Nie można podchodzić do swojego „ja” inaczej, aniżeli holistycznie. Jeśli mowa natomiast o aromaterapii, to jej temat jest jak dla mnie bliski pracy energii. Energii nie widzimy, ale odczuwamy ją jak i jej skutki (np. rytuał).

Tak też jest jest z aromatami.

Aby jednak nie rozwlekać tematu, proszę, zainteresujcie się hydroterapią, a konkretniej śp. ks. Sebastianem Kneipp’em. Do sedna: mam na myśli wodolecznictwo, ale jednak połączone z naturoterapią, co w efekcie daje wyżej wspominaną aromaterapię.

W drogeriach dość trudno o produkty Kneipp’a, ale jako, że wypróbowałam je praktycznie wszystkie, zatwierdzam o ich wielkiej skuteczności. W ofercie istnieją żele pod prysznic, olejki do kąpieli, i właśnie te ostatnie są podstawą nie tylko przyjemnej kąpieli, co kąpieli znoszącej chorobę fizyczną jak i psychiczną… Osobiście jednak optuję za kwestią ciepłych aż po gorące zabiegi.

Jeśli zatem dokucza Wam zdenerwowanie, czy przewlekłe problemy z krążeniem, zainteresujecie się owymi produktami. I to nie jest żadna kryptoreklama, a podsuwanie czegoś, co może okazać się być zbawienne dla Waszego zdrowia. Kochanego zdrowia.

Zapachy naprawdę potrafią ukoić zmysły jak i doprowadzić do równowagi psycho-fizycznej. Zatem cokolwiek Wam dolega, jest nadzieja, że okażą się być pomocne.  Zresztą, ciepło organizmu jest nie tylko życiodajne, ale też jednak świadczy o prawidłowym przepływie energii…

Przechodząc jednak do meritum, czyli samego tytułu, to na wstępie pragnę zapytać Was, czy wiecie kim byli tzw. Żołnierze wyklęci? Jeśli nie, proszę zainteresujecie się tymi, którzy „żyli prawem wilka”, i tak naprawdę obecnie przechodzą swój renesans, jak i wzbudzają ogromne emocje. Taki tytuł obrałam nie tylko z racji połączenia z owym środowiskiem, ale też dlatego, że obecny czas jest wręcz doskonały na refleksje, zadumę.

Aby jednak w skrócie przybliżyć Wam kim byli ci ludzie, posłużę się kilkoma zdaniami. Była to grupa ludzi, która walczyła o niepodległą, wolną Polskę. Mieli zostać przeklęci, zapomniani, gdzie dopuszczano się do czegoś tak bestialskiego jak brak pochówków, a do ich bliskich wysyłano natomiast listy o ich zhańbieniu, judaszeniu, niewierności. Oczywiście wszystko to było w pełni spreparowane, fałszywe, aby móc ukryć ich prawdziwe zasługi, bohaterstwo, czyli przewagę, wygraną.

Temat ten poruszyłam nie bez kozery. W obecnym jakże bardzo napiętym politycznie czasie, coraz częściej celowo i na skalę masową jest wzbudzany strach. A to straszą wojną, a to podwyższeniem podatków, aż po jakieś nowe mutacje dawnych chorób… Może to „słabo ezoteryczny” temat, ale myślę, że w tym felietonie każdy z Was znajdzie coś z siebie jak i dla siebie. Tym bardziej, że obecne czasy skłaniają ku tego typu refleksjom. Rozmyślaniom nad życiem jak i śmiercią.

Nie dajcie się zatem tym manipulacjom, zastraszaniom. Są głównie tylko tym i niczym więcej. Strach wzbudza respekt i trwogę, stąd tak często się nim posługują. Niestety najczęściej skutecznie.

Jak mawiał śp. gen. Ulysses Grant: „Pamiętajcie żołnierzu, wróg boi się nas tak samo jak my jego.” Głowa do góry, jutro znowu wstanie słońce.

Być tu i teraz

Luty 23rd, 2015  / Autor: Wróżka Hanna

Jak to powiedziała niegdyś w filmie o samej sobie prof. Jadwiga Staniszkis, nigdy nie poznamy samego siebie. Tak w pełni i do końca. Do przemyślenia.

Dla mnie każdy dzień naszej egzystencji jest tak naprawdę lekcją naszej niewiedzy, ale też lekcją naszych ułomności. Często też „lękcją”, której się z pasją oddajemy. Takie są moje osobiste refleksje potwierdzane Waszymi zwierzeniami.

Trzeba umieć się przyznać przed samym sobą do tego. Do tego, że nikt z nas nie jest istotą idealną, co jednak może wiele osób burzyć, ale zapewne głównie tych z wielce nadętym, egocentrycznym ego. Błędy są po to właśnie, aby się na nich uczyć, je naprawiać, a przede wszystkim dostrzegać ich prawdziwą postać. To, czym są naprawdę. To, że są błędami.

Szukamy inspiracji w innych, zamiast szukać jej w samym sobie. Lubię do znudzenia powtarzać, że każdy z nas jest nie tylko inny, ale też wyjątkowy. Czas na zastanowienie dla Was: co ostatnio Was zainspirowało lub zaskoczyło?

Ostatnio często oglądam debaty polityczne, filmy dokumentalne, biografie. Przeważają w nich te, w których poruszane są tematy najtrudniejsze. Bywam sentymentalna, ale dalej nie znajduję czasu na przejmowanie się.

Właściwie to moja refleksja po obejrzeniu powyższego zawsze jest taka, że ja codziennie „dotykam” trudniejszej materii. Materii ludzkich emocji, ludzkiej duszy, ale przede wszystkim problemów prawdziwych. Nie urojonych, nie opartych o „polityczną grę”, manipulację, chociaż zdarzają się i takie przypadki, w których tą „grę” czuć na kilometry, i też staram się oraz radzę Wam trzymać się od niej na kilometry. Tak często też mam do czynienia z ludźmi prawdziwie złośliwymi i chorymi. Pomimo moich próśb o pójście dalej. Możecie mi wierzyć lub też nie, ale szlachetną jest sztuką „sztuka odmawiania sobie”.

No cóż, ja jako „istota energetyczna” wyczuwam i dostrzegam o wiele więcej, co bywa darem jak i przekleństwem, chociaż z czasem chylę się bardziej w stronę drugiego…

Moją dzisiejszą inspiracją, a może raczej kolejnym potwierdzeniem tego czym jestem, stał się aktor Andy Withfield. Chciałoby się dopisać „świętej pamięci”, ale to trochę jest trudne. Ów mężczyzna (osobiście nie widziałam nigdy „czegoś” piękniejszego), nie żyje od dobrych paru lat. Zmarł na nowotwora. Zapadł mi w pamięć jego tatuaż „be here now”. Tak bardzo buddyjski, ale co najważniejsze, tak bardzo oddający prawdziwy sens życia… Być stale tutaj. W każdej chwili, w każdym momencie. Jakikolwiek on jest, ma znaczenie, i jak to skomentował sam zainteresowany: być tu i teraz bez lęku o to, co będzie. To wielka sztuka. Do przemyślenia.

Sama jestem zwolenniczką tego, co na stałe. Czy to pod postacią blizn, czy też tatuaży. Dla mnie są to wszystko ślady czasu, co się też tyczy zmarszczek na twarzy, które są nie tylko znakami czasu, co nadają twarzy charakter. Sama też jestem zwolenniczką wszelkiej prostoty, ale i jakości. Z racji swojej innej od innych emocjonalności, często wbrew samej sobie wybieram to, co zwyczajne. Inaczej też definiuję piękno.

Chyba jednak wszyscy mamy w sobie coś mocno egocentrycznego, chcąc zostawić ślad po sobie, czy też zostawić coś na sobie. Coś trwałego, coś innego od wszystkich…

Ostatnimi czasu doznałam przykrej pomyłki. Pojęcie „przykre” chyba nie jest za właściwie. Zadzwoniono do mnie z Ośrodka Zdrowia z informacją, nie wprost, że jest ze mną bardzo źle. Między słowami… mam nowotwora. Jako, że to nie była taka pierwsza informacja, która na szczęście tym razem okazała się być wielkim objawem niekompetencji, przyjęłam ją z wielkim dystansem. Nie tylko dlatego, „że się przyzwyczaiłam”, co życie na tyle mnie umocniło, że na obecnym etapie życie już praktycznie nic nie potrafi mnie zaskoczyć. To źle, czy też dobrze? Do przemyślenia.

Moje pierwsze myśli dotyczyły mojej rodziny. W jaki sposób ją o tym poinformować, jak zorganizować teraz swoje życie prywatne i zawodowe. Wiecie moi Drodzy, że w Tarocie nie zajmuję się ciężkimi chorobami, aczkolwiek pozwoliłam sobie postawić karty na mój stan zdrowia – który jednak stale lustruję, i oczywiście karty potwierdziły moje przypuszczenia. Chyba nie muszę pisać o tym jak na tą informację, tę o nowotworze, a raczej jego braku, zareagowali moi najbliżsi…? Właściwie to ich mi było najbardziej szkoda, nie siebie.

Nikomu z Państwa nie życzę takich pomyłek ze strony służby zdrowia.

Bardzo się natomiast cieszę, że piszecie do mnie z prośbami o mieszankę antynowotworową. Te przygotowuję z wielką radością. Oczywiście jest ona wyłącznie uzupełnieniem kuracji, czy zapobieganiem.

Aby jednak nie przynudzać, ani Was nie zasmucać moimi osobistymi wywodami, pragnę napisać jakie są moje przemyślenia po latach. Ważna jest profilaktyka. I to się wcale nie tyczy samego zdrowia, co każdej sfery naszego życia. Z niedosytu i z przesytu biorą się dysfunkcje. Nie tylko te dotyczące organizmu, ale też te, które występują w relacjach uczuciowych, czy dotyczące stanu psychiki. Wszystko z umiarem i na wszystko musi być czas. Najważniejsza jest równowaga. Lepiej w rezultacie wybrać mniej, aniżeli więcej. To takie tam moje, osobiste. I do przemyślenia.